Nowy Naród („Nadwiślanin”, nr 21 z 21.02.1866 r.)

Nowy naród

Rzadko kiedy wypadnie któremu z polskich publicystów szperać po tych dokumentach, które właśnie mamy przed sobą.

Wertujemy oto rozporządzenie królewskie z 9 stycznia 1817 r. stanowiące o wielkim, średnim i małym tytule i herbie królestwa pruskiego.

Do tej niepoczestnej [tj. nieprzyzwoitej, niemoralnej – red.] pracy dał nam powód p. dr Florian Ceynowa [w oryg. Cejnowa – red.], o którym już przy końcu z. r. wspomnieliśmy, a który uwziął się koniecznie nie tylko język, ale i cały naród stworzyć według swego gustu  i niestety! – litość bierze nad przyszłym stworzeniem – na obraz i podobieństwo swoje!

Wspomnieliśmy już o literackich i filologicznych pracach p. doktora, o jego nowej pisowni dla kaszubskiego narzecza, a że w tym nie przybyło ni zdrowej myśli, ni filologicznego rozpoznania, ni ładu ni składu, dla tego nie ma o tym więcej co powiedzieć.

Pan doktor wydaje swój „Skôrb kaszébsko-słovjnskjé mòvé”, w którym brudnych  i plugawych przysłowi nagromadził z najostatniejszego kału ludzkiego nieokrzesania, jak to we „Frantówkach” swoich ze sprostności [tj. sprośności – red.] najbezwstydniejszej naczerpał się do syta. Trzeci numer tegoż skarbu zawiera przecież rzecz o wiele ważniejszą, bo statut rzemieślniczo-przemysłowego towarzystwa kaszubsko-słowiańskiego narodu, owoc tyloletnich zabiegów p. doktora.

Towarzystwo zdaje się być już ukonstytuowanym, gdyż 2 stycznia b.r. miało ku temu – wyznaczony przynajmniej – zjazd w Oliwie, a do następnych zebrań takie postanowiło termina:

22 marca w Brusach powiat chojnicki,

11 czerwca w Świeciu,

30 września w Śmiełdzeniu [Smołdzinie – red.] powiat słupski

21 listopada w Sztumie.

            Domyślić się łatwo, że p. doktor z umysłu wybrał te pograniczne, kresowe miejscowości, aby z góry pokazać obszar swego państwa i narodu kaszébsko-słovjnskjého, który obejmuje całe dawniejsze pomorskie i malborskie województwo, a więc leży po lewym i po prawym brzegu Wisły.

            Statut sam, zawarty w 9ciu paragrafach, nazywa się tylko ogólnym zarysem, podpisany zaś przez pp. Bernarda Selina z Jastarni (na półwyspie Hela), Floriana Ceynowę z Bukowca i Jana Zoczka [Żaczka – red.] z Sławoszena [Sławoszyno – miejscowość w pow. puckim, w gminie Krokowa – red.], rodzinnej wsi p. dr. Ceynowy.

            O towarzystwie samym nie ma co mówić; ma to być coś na wzór towarzystw pomocy naukowej przecież z zupełnym ograniczeniem się na młodzież rzemiosł i przemysłu się uczącą.

            Ważniejszy jest wstęp, który tu w należytej polskiej pisowni kładziemy:

            „Kilka słów o kaszubsko-słowiańskim narodzie i o zawiązaniu towarzystwa rzemieślniczo-przemysłowego.

            Za czasów przedchrześcijańskich mieszkali na południowym brzegu Morza Bałtyckiego od bagien Drużninskich (Drausensee) [jezioro Druzno – red.] aż do Gliniańskich puszczy (Lüneburger Heide) [Pustać Lüneburska – obszar w Dolnej Saksonii – red.] Słowianie, których głównie wiara pogańska łączyła, bo choć świeckie rządy w różnych stronach różne były: królewskie, książęce, patriarchalne, nawet republikańskie, to jednak obrzędy religijne, które się na Runii (Rügen) [Rugii – red.] koncentrowały, im nie pozwoliły od jedności odstąpić. – Ten węzeł pospólny znikł po zaprowadzeniu chrześcijaństwa – cały naród rozpadł się na małe państewka, z których jedno po drugim swój historyczny, albo przynajmniej duchowny byt utraciło, choć się od czasu do czasu jako iskierka własnego życia okazuje. – Pominąwszy zachodnie kraiki, jako to Meklemburgią, w której dzisiejsi książęta z pokolenia słowiańskiego pochodzą, zwróćmy głownie nasz wzrok na wschodnią część, gdzie się jeszcze po dziś dzień słowiański żywioł zachował – a tym żywiołem jest „kaszubsko-słowiański naród.”

            U niego jest osobliwie do wspomnienia panowanie książęcia Świętopełka, religijne spory po śmierci dr. Marcina Lutra, gdzie 1643 roku pierwsza książka w kaszubsko-słowiańskiej mowie wyszła, i nowsze czasy, gdzie królowie pruscy z domu Hohenzoller[n]ów byt materialny wszystkich swoich podwładnych osobliwie chłopstwa podnieśli. Aby przy tej dążności nam szczęśliwie panujących monarchów, książąt, Kaszubów i Słowińców, nie być bezpiecznymi, jeno ich zamiary wszelkimi siłami wspierać i byt naszej ojczyzny polepszyć, zamierzyli niżej podpisani Towarzystwo rzemieślniczo-przemysłowe kaszubsko-słowiańskiego narodu w życie wprowadzić.”

Otóż końcowy apostrof do szczęśliwego panowania Hohenzoller[n]ów, książąt Kaszubów i Słowińców, spowodował nas do zajrzenia do zbioru praw z r. 1817, gdzie w wielkim i średnim tytule królowie pruscy zowią się istotnie książętami Kaszubów i Wendów, co zapewne u p. Ceynowy zowie się Słowińcami. W wielkim herbie zaś pole 14ste zawiera odpowiednio temu w złotym polu czarnego gryfa, jako herb kaszubski, a 15te w srebrnym polu kilku zielonymi i czerwonymi pasami w poprzecz upstrzonego gryfa, jako herb książąt Wendów. W średnim herbie specjalności te zlewają się w piątym polu w herb ogólny pomorski, albo raczej pomerański (Pommern), w czerwonego gryfa w srebrnym polu. Królowie pruscy wywodzą też tytuły swoje kaszubskich i wendyjskich książąt z nabytku Pomeranii, jak to czasu swego po I rozbiorze Polski Hardenberg długie o tym kazał pisać rozprawy historyczne i uzupełniać w rozmaity sposób brak potrzebnych dokumentów, nawet medali, testamentów po Mestwinach i tym podobnych niedostatków historycznych.

            Pan dr Ceynowa szczęśliwszy w szukaniu protektorów, niż w filologicznych i historycznych pracach, stąd pierwej i lepiej wiedziano i wiedza o usiłowaniach jego w Petersburgu niż w Warszawie, jak niedawno „Tygodnik Ilustrowany” warszawski wykazał, stąd prędzej w Berlinie nazwano Kaszubów Wendami, niż my sami tego dociec zdołaliśmy.

            Nie będziemy więc pytali p. doktora ani o rozmaite szczegóły historyczne i językowe, które by dowodziły polskości Kaszubów, nie będziemy go nawet pytali o nader ciekawy bibliograficzny szczegół, ową w r. 1643 drukowaną pierwszą książkę w   k a s z u b s k o s ł o w i a ń s k i e j   mowie, nie będziemy mu czynili politycznych i obywatelskich refleksji, bo jego obywatelstwo nie z naszego zdaje się być świata; nie będziemy mu jako etnografowi i naturaliście wskazywali, że i lud kaszubski składa się także na tę jedną „pieśń zgodną, jak Bóg wielką i swobodną”, – którą grają wszystkie ziemie i ludy polskiej ojczyzny, bo do tego brak mu rozumienia, bo ta jest temu tylko zrozumiałą

Kto zrósł z ziemią duszą całą,

Kto za kraj ten zginąć umie…

Nie będziemy w ogóle nic a nic mówili do p. dr. Ceynowy – bo on już poszedł w inne ręce, on dziś zapewne ślepym tylko narzędziem, którym się stał z własnego odbieżenia i zapędzenia. Tak to niszczeje, choruje, koślawieje i zarażającym nawet staje się wszystko, co od wspólności odpada! – Siła pojedynczych, pomyślność, praca, życiodajna i pożyteczna człowieka tylko w [w]spólności ciągłej a szczelnej z całością narodową! Schliess’ an ein Ganzes dich an! napomina dlatego Disterweg, a Moskale mówią: hromada balszoj czeławiek!

Może jedno z tych ostatnich wyrażeń p. dr Ceynowa lepiej zrozumie. Z nim koniec!

Zwracamy się do obywateli naszych na pomorskiej, kaszubskiej i malborskiej ziemi. Dla nich przytoczyliśmy program p. Ceynowy i jego towarzystwa. Im wskazujemy niebezpieczeństwo grożące nie przez p dr. Ceynowę, którego ni wpływ, ni nauka, ni żaden inny moralny przymiot niebezpiecznym nie czynią, ale raczej przez te większe siły, którym on się oddaje w posługę.

Ludność kaszubska, tak długo i tak mocno ciśniona zachodnim napływem, stała żywiołowi polskiemu przedmurzem niejako i pierwszą natarczywość sobą łamała, osłabiała. Jej siła w społeczności narodowej, w jedności polskiej mowy i wiary katolickiej. Jedno z drugim połączone tak ściśle, że z upadkiem jednego i drugie upada. Kto Kaszubów polskiego pozbawi języka, ten ich pchnie w objęcia protestantyzmu, kto ich katolicyzm nadweręży, polskości ich pozbawi.

Dla nas prawdy te aksjomatem stoją, i są tym dla każdego znającego położenie. Zwracając więc uwagę na zabiegi p. Ceynowy, czynimy to z wyraźnym wskazaniem na narodowość i religię i w imieniu tych spodziewamy się gorliwej obrony, odporu ze strony rodaków.

 

(„Nadwiślanin”, nr 21 z 21.02.18a66 r.)




WSZYSTKIE TEKSTY CYKLU >> 

↑ Przejdź do góry strony