Do Autora dwóch artykułów w narzeczu kaszubskiem pisanych w Szkole Narodowej

Do Autora dwóch artykułów w narzeczu kaszubskiem pisanych w Szkole Narodowej

 

            Zobaczywszy w numerze 10 „Szkoły Narodowej” pisanie Kaszubów do Polaków, ucieszyłem się bardzo, spodziewając się tam znaleźć jaką jędrną myśl w interesie moich ziomków, kiedym natomiast znalazł liczbę słów szczupłej i przewrotnej treści. Zdaje mi się, że słuszność będzie po mojej stronie, kiedy Szanownego Wójkasina nazwę niepowołanym opiekunem Kaszubów, gdyż chcący pisać w imieniu tak licznej ludności, jaką kaszubska, musi znać jej dążności, charakter i sposób myślenia, aby też miał za sobą tych, w których imieniu pisze. Tej zaś znajomości Ci Szanowny Ziomku odmówić muszę, bo gdybyś ją posiadał, nie byłbyś podał przyczyn zmyślonych, dla których Kaszubi dziś tak mało polskie pisma czytają. Nie twierdziłbyś zapewne, że oni nie rozumieją pism polskich, i że trzeba by dla nich podobnych pism w ich narzeczu. Zaręczam, że, gdybyś Kaszubie dał pismo jakie do ręki w jego narzeczu pisane, czytałby je dla zabawki tylko, ale nie dla pouczania się, chociażby ono wykształcenie jego za główny cel miało. Kaszuba bowiem powiada, iż tak po polsku mówi, jak Pan Bóg przykazał, ale obok tego też i to, że tak prosto mówi, jak gdyby siekierą wyciął, wyrażając przez to, iż narzecze jego za proste, aby w nim coś uczonego napisać można. Będąc Polakami podług własnego przekonania, i mówiąc tak niewykształconym językiem, język czysto polski uważają za swój piśmienny, a za podobnymi pismami, w jakie ich zaopatrzyć za konieczną potrzebę uważasz, wcale nie tęsknią. Aby Ci dowieść, iż oni język czysto polski rozumieją, i zawsze rozumieli, muszę Ci przywieść na myśl religijność Kaszubów. Skądże by się ona była wzięła, gdyby oni nie rozumieli pism i książek polskich tudzież nauk religijnych im zawsze w czysto polskim tylko języku udzielanych? Wszakże księża dla nich i dziś nie każą po kaszubsku, a oni ich rozumieją. Gdyby się tak rzecz miała, smutne by było w tym względzie położenie Kaszubów, kiedy, jak wiadomo, żaden ich rodak ksiądz w tamtych stronach osadzonym nie bywa. Lecz dzięki Najwyższemu tak nie jest, bo śmiało to wyrzec mogę, znając dokładnie w tym względzie sposób myślenia Kaszubów, gdyby dziś ksiądz jaki wystąpił u nich z kazaniem w narzeczu kaszubskim, straciłby wszelką powagę z powodu, iż świętą naukę podług ich wyobrażenia w za prostych do tego opowiada wyrazach. Jak każdemu prawemu chrześcijaninowi tak i Kaszubie książka do nabożeństwa jest najmilszą, a nie ma innej, jak polską; na tej się modli i ją rozumie, a każdą inną za niestosowną dla siebie uważa.

            Zupełnie tak się ma z pismami polskimi politycznej treści, które w ostatnich czasach dość licznie się pojawiły. Gdzie one doszły Kaszubów, tam z wielką radością przyjęte i czytane bywały, a że nie wszystko w nich było i jest czytelnikom zrozumiałym, to pochodzi z braku wykształcenia politycznego, jako i ogólnego, co pomiędzy prostym ludem nie tylko u Kaszubów, ale i gdzie indziej znaleźć można. Jeżeliś więc miał szczere przedsięwzięcie Szanowny Ziomku, usprawiedliwić Kaszubów w oczach ich drogich braci Polaków, trzeba Ci było nie owijać, tylko z szczerą prawdą wystąpić. Słuchaj tedy, jak się rzecz ma.

            Jeżeli lud polski w ogóle z wielką ciekawością czyta nasze czasopisma i ciekawy na nowiny ze świata, to zaiste Kaszubi, ale któż im powiedział, że takie pisma wychodzą i gdzie ich nabyć mogą? Jeżeli gdzie Obywatel jaki Polak lub ksiądz takowe utrzymuje, i ludowi ich użycza, tam je chętnie lud czyta i rozumie; ale niestety miejsca, gdzie to się dzieje, łatwo policzysz. Nie leży to więc w ludzie samym, ani w innych przyczynach, że oni polskich pism nie czytają, tylko w tym, iż w Kaszubach jest za mało Obywateli, którzy by się ludem zajmowali, Ligi pozakładali i na nie uczęszczali dla pouczania ludu. To trzeba Ci było powiedzieć braciom Polakom, trzeba Ci się było żalić nad sieroctwem ziomków naszych, i donieść braciom naszym, że i Kaszubi są Polakami opłakującymi razem z nimi, ale i kochającymi Ojczyznę Polskę, że i oni pełni nadziei pracują nad utrzymaniem swej narodowości polskiej, że tylko ich praca z powyższych przyczyn wolnym postępuje krokiem. Trzeba Ci było poprosić braci Polaków, aby dla tego nie zapominali o swych braciach Kaszubach, chociaż oni tak mało narodowego życia obecnie okazują, żeby o nich zawsze pamiętali, gdy co na korzyść narodowości polskiej przedsięwezmą, o co ich Kaszubi proszą,
i wdzięcznymi im będą, gdy to uczynią. –

            Dostawszy numer następujący niniejszego pisma do ręki z artykułem o narodowości i mowie, poznałem niedorzeczność całego artykułu już z pierwszego zdania. Tu nasamprzód muszę prosić wszystkich braci Polaków, aby nie uważali tego artykułu za wyraz sposobu myślenia Kaszubów, tylko za własny podpisanego Wójkasina. Żaden bowiem Kaszuba prawdziwy nawet się nie dziwi z tego, że Polacy się tak usilnie od Niemców domagają swej narodowości, bo o co się Polacy starają, tego i Kaszubom jako Polakom potrzeba, więc tym mniej się o to gniewać mogą. Każesz tylko o rozum prosić Boga, to się wszystko znajdzie, bo już w naturze leży, że dzieci tak mówią, jak rodzicie; a jak będziem[y] mieli rozum, to będziem[y] mieli dobre dzieci, i wtenczas mowa nasza tam, gdzie dziś jest, nie wyginie. Śliczna loika [tj. logika – red.], ale niech nikt nie myśli, że kaszubska, z wyjątkiem Wójkasina. Kaszubi nie z własnej winy ciemni, nie uczyli się loiki, ale jeżeli jaką mają, to naturalną i dzięki Bogu lepszą.

            Najprzód tedy, Szanowny Ziomku, w twoich oczach to tylko głupim wydawać się może (twój własny tylko wyraz powtarzam), kiedy się kto swego domaga, gdy to od Pana Boga pochodzi. Wszakże to podług mego zdania największy powód do tego, iż narodowość od Boga pochodzi, że się o nią staramy, kiedy nam niesłusznie wydartą została, i dotąd gwałconą bywa. Dalej sam rozum tu nie wystarczy, co też Polacy bardzo dobrze pojęli, i za pomocą swego zdrowego rozumu poznali, że tu wytrwałej pracy potrzeba. Zapewne też i wreszcie mało kto prócz Szanownego Wójkasina w samej tylko mowie widzi narodowość; do niej zdaje mi się jeszcze więcej należy, chociaż prawda, że mowa jest nader ważną jej częścią.

            Dalej powiadasz, Szanowny Ziomku, iż Kaszubi uważając takowe domaganie o swą narodowość u Polaków za głupie, zupełnie spokojnie sobie siedzą pod dzisiejszym rządem, nie chcąc sobie na darmo gęby psuć, i to samo Polakom zalecają. Podobnego głupstwa Kaszubi myśleć nie mogą, ani rzeczywiście nie myślą, i z pewnością dziękują za takiego opiekuna, który, chcąc ich zastępować, myśli podaje publiczności, o których im się w dzisiejszym ich położeniu ani śnić nie może. Jeżeli bowiem w jakim kącie naszej prowincji narodowość polska gnębioną była, to zapewne w Kaszubach, bo rządowi się już przy zajęciu Kaszub ta okolica wydawała najłatwiejszą do zniemczenia. Podług tego mniemania też sobie rząd z największą zaciętością aż do dziś dnia postępował, ale dzięki Niebu, celu nie dosięgnął, bo stał się prawdą większej ciemności ludu, niż dawniej przyczyną, ale drogiej po ojcach spuścizny, narodowości polskiej wydrzeć mu nie zdołał. Wszakże Autor sam w pierwszym artykule ubolewa nad tym, że za czasów teraźniejszego rządu niemieccy księża, urzędnicy i nauczyciele tam poobsadzani z Kaszubami porozumieć się nie mogą, skąd wiele złego dla ostatnich wynika. Muszę go tu zatem obwinić o niekonsekwencję, boć Kaszubi już z tego samego powodu, chociażby tylko samą niewygodę wynikającą z niezrozumienia swych urzędników mieli na oku, z swojego dzisiejszego położenia zadowolnieni [tj. zadowoleni – red.] być nie mogą. Są oni prawda spokojni, bo, jakem już wyżej powiedział, nie mają opiekunów, a sami nie mogąc sobie poradzić, łzy tylko mają nad swą niedolą. Czyżby stąd wynikać miało, że oni kołatanie swych braci Polaków za głupie uznawają [tj. uznają – red.], i postawę z założonymi rękoma im zalecają? Chętnie każdy przyzna, iż oni tylko cieszyć się mogą, kiedy Polacy się starają o przywrócenie praw i narodowości Polakom w całej naszej prowincji, bo jasno jak na dłoni widzą, jakie stąd korzyści im uróść mogą. Gdyby oni tylko o tych wszystkich pracach i staraniach około narodowości naszej dokładnie byli uwiadomieni, zapewne chętnie by czynny w nich mieli udział. Gdy się to dziś nie dzieje, niech nigdy bracia Polacy sądzić nie zechcą, że oni są obojętnymi, gdy współdziałania z ich strony nie zobaczą. Przyczyny do tego podałem. –

            Proszę Cię tedy, Szanowny Ziomku Wójkasinie, abyś stawiając na przyszłość podobne twierdzenia, takowych nie wydawał za towar wszystkich, a przynajmniej większości Kaszubów, tylko za własny, bo zapewne by i Tobie podług przykazania natury niemiłym było, gdyby kto Ciebie w podobny sposób publicznie zastąpił. Na koniec przyjmij jeszcze moją przyjacielską radę. Jeżeliś prawym Kaszubą, i kochasz ziomków Twoich, pracuj nad polepszeniem ich położenia smutnego, bo jeżeli gdzie, to tam pracowników potrzeba, ale tak, aby im na korzyść, a nie na szkodę wyszło. Pracuj w duchu polskim, bo Kaszubi Polacy. Jeżeli mi tego nie wierzysz, to się ich samych spytaj, a powiedzą Ci to samo. Jako takich ich więc uważaj a nie za zupełnie odrębny szczep słowiański, jak ich wystawiasz, kładąc ich obok Czechów, Moskali i innych.

            Wierz mi tylko szczerze, że mi narzecze kaszubskie bardzo miłe, bom w nim najpierwsze i najmilsze wymówił wyrazy, ale mimo tego uważam za dostateczne, gdy kto o nim obszerne sprawozdanie napisze, aby, gdy ono zgaśnie z czasem zupełnie, historyk, archeolog lub lingwista słowiański miał wiadomość o nim, i wiedział skąd je poznać, bo już dziś bardzo szybko się zbliża do czysto polskiego języka. Gdy to więc przedmiotem Twoim ulubionym, porzuć przewrotne marzenia o wyniesieniu naszego narzecza na język piśmienny, zajmij się rzeczoną pracą, a znajdziesz przy niej zabawę, i się zasłużysz. Lecz nie chci[e]jże uczynić narzecza kaszubskiego tak niezrozumiałym podobną pisownią, która ani do niego samego zastosowaną nie jest, ani też podług niej Polak słów wymawiać nie może, jak powinien. Upstrzyłeś Twoje dwa artykuły spółgłoskami, których Polak wcale nie zna, do czego żadnej nie widzę przyczyny, kiedy to narzecze jest gałązką języka polskiego. Czy to z Twej nieznajomości narzecza pochodzi, czyliś go też Polakom jako dziwotwór jaki wystawić zamyślał, tego nie wiem, ale znając narzecze w całych Kaszubach aż do morza razem z jego zmianą w pojedynczych okolicach, otwarcie powiedzieć muszę, że te dwa artykuły w tym narzeczu nie są pisane, co stąd po większej części pochodzi, żeś się nie trzymał ile możności zasad pisowni czysto polskiej. W tym razie nieszczęśliwy Twój wynalazek tej pisowni wypadł na korzyść, bo przez to ani Polacy ani Kaszubi wszystkich niedorzeczności dokładnie zrozumieć nie mogli, ale na przyszłość trzeba Ci będzie tak pisać, aby ci i ci przeczytać mogli, chyba że poprzednio ogłosisz Twoje zasady, w których stanowczo wyrzeczesz, że ta lub ta spółgłoska, ta lub ta samogłoska w tym miejscu tak, z takim akcentem tak a nie inaczej się wymawia. Chociaż wiem, że w każdym razie takie pewne zasady są potrzebne, to jednak sądzę, że się trzeba trzymać tego, co już jest, a tam tylko wynajdywać, gdzie tego konieczna potrzeba.

            Nad tym się więc w przyszłości zastanów, bo Twoje artykuły prawda są nieobszerne, ale wiele nierozsądnego zawierają, żeby się na Twojej pracy w tym samym celu nie sprawdziło przysłowie nasze „z grolu przyńdze do srolu”, co znaczy: że z igraszki się może stać nieszczęście. Na teraz bądź zdrów! Pozdrawiam Cię Twój ziomek.

 

Chłop z ziemi Mirachowskiej

(„Szkoła Narodowa”, nr 14 z 04.04.1850 r.) 

WSZYSTKIE TEKSTY CYKLU >>

↑ Przejdź do góry strony