Dołącz do nas

Wspomóż nas

Polecane strony

Media o nas

Do pobrania

Kontakt



 


MAPA KASZUB



WSPÓŁPRACA Z BASKAMI


KASZUBSKI FACEBOOK


ROK 2017 NA KASZUBACH


EDUKACJA




POLECANE WYDAWNICTWA


KASZUBSKI DZWONEK




Kaszubskie rozwiązanie?

Tomasz Kamusella
University of St Andrews

Pod koniec lipca 2015 roku razem z żoną udaliśmy się do Trójmiasta. Od naszej ostatniej wizyty w Gdańsku minęło już całe 26 lat. Byliśmy wtedy jeszcze studentami. Mieszkaliśmy wówczas na polu namiotowym, gdzie w świetlicy był telewizor (oczywiście czarnobiały i śnieżący). To był pamiętny rok 1989. Było już po pierwszych (prawie) wolnych wyborach, w których solidarnościowa opozycja z kretesem pokonała PZPR. W dniu 19 lipca 1989 roku w Sejmie oddawano głosy na jedynego kandydata na pierwszego prezydenta wolnej Polski – generała Wojciecha Jaruzelskiego, uprzedniego komunistycznego dyktatora. W świetlicy zabrakło krzeseł, ponieważ wszyscy w napięciu czekali na wyniki. W końcu ogłoszono – generał uzyskał wymaganą większość plus jeden głos. Rozczarowani zgromadzeni smętnie opuszczali salę jeden po drugim, i udali się do swoich namiotów.

Tym razem, w roku 2015, nie mieszkaliśmy pod namiotem, tylko w hotelowej willi mieszczącej się w okolicach Gdyni, pośród kaszubskich lasów. Naszym celem było odwiedzenie miejsc, których podczas ostatniej wizyty nie mogliśmy zobaczyć z uwagi na brak czasu i środków. W dniu 22 lipca, tj. w rocznicę święta państwowego z czasów PRL, wybraliśmy się do Wejherowa, czy raczej Wejrowa – jak mawiają o tym mieście zamieszkujący je Kaszubi. Do duchowej stolicy Kaszub. Na początku lat 90. XX wieku kaszëbsczi jãzëk (czyli język kaszubski) wprowadzony został jako przedmiot do szkół. W 2005 roku Sejm RP uznał, że kaszubszczyzna to język (choć tylko regionalny), a nie jedynie dialekt lub gwara polska. Od tego czasu na kaszubskich drogach pojawiają się dwujęzyczne – polsko-kaszubskie – tablice z nazwami miejscowości, a państwo wspiera kaszubskojęzyczne wydawnictwa i instytucje (z podatków płaconych przez Kaszubów już od 1920 roku).

Od momentu przejęcia (czy raczej zajęcia) Kaszub przez Polskę po I wojnie światowej, Kaszubów miało już nie być. W niemieckich, a wcześniej i w pruskich statystykach od połowy XIX wieku ujmowano język kaszubski i samych Kaszubów jako odrębne kategorie spisowe, tym samym uznając ich istnienie. Z kolei w polskim państwie narodowym postrzegano Kaszubów jako „wiejsko-morskich” Polaków, którzy z powodu germanizacji w pewnym stopniu odeszli od własnej „prawiecznej polskości”, jednak całkowicie jej nie utracili. Janusz Kutta opisał w swej obszernej monografii pt. Druga Rzeczpospolita i Kaszubi 1920-1939 (2003 r.), że Warszawa ucinała wszystkie kaszubskie inicjatywy mające na celu pielęgnowanie kaszubszczyzny lub tożsamości kaszubskiej. Odmawiano rejestracji organizacjom kaszubskim oraz delegalizowano te, którym udało się zdobyć wpis do rejestru (tak jak obecnie w Górnym Śląsku, gdzie odmawia się rejestracji ZLNŚ [Związek Ludności Narodowości Śląskiej], a w 2015 roku na wniosek prokuratury wykreślono z rejestru SONŚ [Stowarzyszenie Osób Narodowości Śląskiej]).

Germanizację umiarkowaną zastąpiła polonizacja totalna. Nacisk asymilacyjny w Polsce był o wiele silniejszy niż w kajzerowskich Niemczech. W Polsce nie uznawano istnienia Kaszubów jako grupy etnicznej, ani ich kaszubskiego języka. Miano Kaszëba sprowadzono do rangi ciekawostki folklorystycznej – polski wyraz gwarowy na określenie pomorskiego chłopo-rybaka i dlatego należało go pisać przez małe „k”. Tym sposobem w II Rzeczypospolitej, wcześniej niż w samej Turcji, przyjęto model tureckiego „rozwiązania” kwestii kurdyjskiej. Kurdowie oficjalnie jeszcze do niedawna nie istnieli w Republice Turcji, bowiem od lat 30. XX wieku mówiono o nich oficjalnie jako o „górskich Turkach”, zakazano używania etnonimu Kurd, a mowę Kurdów poważano za „popsutą turecczyznę”. Podobnie było z Kaszëbama w Polsce. Według oficjalnej wykładni to byli „Polacy pomorscy” (lub nadmorscy), których „nadpsutą” przez język niemiecki polszczyznę miała wkrótce naprawić polska szkoła.

Po zmianach 1989 roku wszystko zmieniło się na lepsze, pomimo, że oficjalnie Kaszubi to wciąż nic więcej niż regionalna grupa etnicznie zdefiniowanego narodu polskiego. Posługują się językiem kaszubskim, różniącym się od polszczyzny, lecz ich etniczność jest na „wskroś polska” i tym samym zapewnia ścisły związek Kaszëbów z polskością. Ergo Kaszubi to „nie-polsko mówiący Polacy”, podobnie jak we współczesnej Grecji Macedończycy to oficjalnie „słowiańskojęzyczni Grecy”. Ten ideologiczno-intelektualny konstrukt myślowy ściśle wpisujący Kaszubów w obręb etnicznej (jeśli już nie etniczno-językowej) polskości przypomina podobny wypracowany w Niemczech międzywojennych. Otóż, dążąc do osiągnięcia pełnej etniczno-językowej jednorodności narodu niemieckiego, nie do końca było wiadomo jak postępować z etnicznymi Jutlandczykami („Duńczykami”), Memelczykami („Litwinami”), Łużyczanami („Czechami”), Morawcami („Czechami”), czy Ślązakami („Polakami”), do których to narodów (oraz ich ziem) rościły sobie prawo państwa ościenne. Dlatego też w trzeciej dekadzie ubiegłego stulecia wprowadzono na ich określenie kategorię eigenesprachige Deutsche, czyli „mówiących własnym językiem (nie-niemieckojęzycznych) Niemców” związanych z etnicznie zdefiniowanym narodem niemieckim poprzez wspólnotę kulturowo-polityczną.

Wróćmy jednak do Wejherowa, do jednego z centrów kaszubskości we współczesnej Polsce. Na pięknie odnowionym rynku spacerowały tłumy zadowolonych turystów z całej Polski i Europy. W ten upalny dzień kawiarniane parasole oraz fontanna dawały cień i ochłodę. Podobne rynki można również znaleźć w Europie Środkowej, od południowej Finlandii i Estonii na północy po rumuńską Transylwanię na południu, od francuskiej Alzacji na zachodzie po wschodnią Galicję w dzisiejszej Ukrainie.

Można zatem spytać, gdzie jest ta kaszubskość? Pomimo usilnych prób, nie mogłem jej odnaleźć. Pomniki i tablice na rynku mówią do odwiedzających standardową polszczyzną, bez choćby odrobiny „śladu kaszubskiego nalotu”. W tym napis na pomniku Remùsa, bohatera najznamienitszej powieści kaszubskiej Żëcé i przigòdë Remùsa (1938) pióra Aleksandra Majkòwsczégò (Majkowskiego) (1876-1938). Na siedzibie najważniejszej organizacji kaszubskiej widnieje tablica informacyjna jedynie z jej polską nazwą: Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie. Czy tak trudno byłoby dodać kaszubskojęzyczną nazwę Kaszëbskò-Pòmòrsczé Zrzeszenié? Na drzwiach prowadzących do klatki schodowej w kamienicy, gdzie znajduje się siedziba miejscowego oddziału Zrzeszenia powieszono tablicę z graficzną informacją: „Światło w prawo, a na wprost Zrzeszenie i Psycholog”. Odczuć można niezamierzona ironię – podążając do Zrzeszenia oznacza iść z dala od światła, oświaty, ze zgubnym skutkiem dla władz umysłowych, a potem szukać ratunku u psychologa.

 Owa ironia tej tablicy informacyjnej dobrze jednak oddaje schizofrenię polskiego podejścia do Kaszubów oraz dramatycznego zaniku użycia języka kaszubskiego w jakby nie było mateczniku kaszubskości, zaraz u stóp Remùsa i u podwoi Zrzeszenia. Nieuznawany przez Parlament język śląski wciąż słychać na co dzień zarówno w sklepach, jak i na ulicach, w kawiarniach (katowickich czy opolskich), a także na Annabergu (Górze św. Anny) – tym duchowym centrum Górnego Śląska. Może polskie władze zgodzą się na uznanie istnienia śląszczyzny (nigdy – Ślązaków) dopiero wtedy, gdy język ten też będzie już powoli zanikać, tak jak to chyba stało się w przypadku języka kaszubskiego?

Gwoli sprawiedliwości, kiedy wszedłem z żoną do sklepu z pamiątkami nieopodal kolegiaty św. Trójcy na wejherowskim rynku, słyszeliśmy cichą rozmowę po kaszubsku pomiędzy młodą sprzedawczynią a jej absztyfikantem. Mówili ze sobą w języku serca, a nie w obcym im języku polskim. Kiedy tylko poprosiłem o kaszubskojęzyczną książeczkę z wystawy, wówczas oboje przeszli na „poprawną polszczyznę”, nawet między sobą. Odniosłem wrażenie, że niepisaną zasadą jest „pilnować się”, aby nie zdenerwować niezwyczajnego polskiego ucha kaszubskimi słowami, nawet jeśli nie są skierowane do polskojęzycznej osoby. Kiedy tylko w zasięgu słuchu pojawi się Polak, natychmiast należy porzucić język kaszubski i przejść na polszczyznę. A dlaczego nie mogłoby być tak jak na przykład w Weimarze – jeśli osoba polskojęzyczna chce się porozumieć, wówczas musi uczynić pewien wysiłek i zadać pytanie po niemiecku lub angielsku. Dlaczego nie można opanować kilku fraz po kaszubsku, aby porozumieć się w tym języku na wejherowskim rynku? Czy to stanowiłoby aż tak wielkie poświęcenie? Czy Kaszubom nie należy się choć taki wyraz szacunku ze strony przyjezdnych?

Na wspomnianym rynku w Wejrowie, a dokładniej na frontowej ścianie kamienicy, w której znajduje się siedziba Zrzeszenia, w 1999 roku zawisła niepozorna tablica pamiątkowa napisana w języku kaszubskim. Upamiętnia ona 79. rocznicę przyłączenia Kaszub do Polski oraz fakt zebrania w 1999 roku wszystkich ziem kaszubskich w jednym województwie, tj. województwie pomorskim, nieoficjalnie zwanym „kaszubsko-pomorskim”. Można następnie udać się do Pałacu Przebendowskich i Keyserlingków, gdzie od połowy lat 90. XX w. mieści się główna siedziba Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej. Niestety do dnia dzisiejszego muzeum nie doczekało się kaszubskojęzycznej wersji własnej strony internetowej (http://www.muzeum.wejherowo.pl/). Opisy eksponatów podane są po polsku, niemiecku i angielsku, ale nigdy po kaszubsku. Na końcu wystawy nowe mobilne bilbordy wystawowe prezentujące kulturę kaszubską na pierwszy rzut oka zdały się być opisane po kaszubsku i niemiecku. Ale nie, ów „kaszubski” okazał się być językiem łużyckim. Oryginalnie ekspozycję tą zorganizowano w ramach wystawy w niemieckich Łużycach, obecnie rozdzielonych między Brandenburgią i Saksonią.

U ścian foyer muzeum umieszczono gabloty z kilkudziesięcioma książkami i czasopismami w języku kaszubskim. Nareszcie w tym, jakby nie było oficjalnym muzeum literatury i języka kaszubskiego, kaszubskość postawiła jednak na swoim, nieśmiało pokazała Polakom pazur kaszëbsczi upartości. Dowiedziałem się także, że o ile w zwykłej księgarni lub kiosku na Kaszubach trudno uświadczyć kaszubskojęzyczne czasopismo lub książkę, to ich w miarę bogaty wybór dostępny jest w księgarniach internetowych (np. http://kaszubskaksiazka.pl, http://www.czec.pl/index.php?k62,kaszuby-slowniki-jezykoznawstwo, http://maszoperia.org/6-ksiazka-po-kaszubsku). Dodatkowo przez internet można również uzyskać dostęp do kaszubskojęzycznego radia, telewizji, publikacji oraz stron internetowych (http://kaszebsko.com/,http://www.kaszubi.pl/polecamy/artykul?id=7), nie zapominając o Kaszëbsczi Wikipedije (http://csb.wikipedia.org). Grupa oprowadzana wcześniej przez przewodniczkę po muzeum rozpierzchła się. Polscy turyści narzekali, bo szukali książek po polsku, a tych w muzeum jak kot napłakał – „Jak tak może być u nas w Polsce?”. A ja nareszcie mogłem pokupować trochę kaszubskojęzycznych wydawnictw i poczuć że jednak jestem na Kaszubach, pośród Kaszëbów.

Swoimi zakupami książkowymi wzbudziłem zainteresowanie u przewodniczki oraz pracownika muzeum, który towarzyszył nam podczas zwiedzania wystawy, a niekiedy fachowo, z odniesieniem do terminów kaszubskich, dopełniał objaśnienia przewodniczki. Spytałem przewodniczkę dlaczego na ekspozycji nie ma objaśnień po kaszubsku. Ta przyznała mi rację, że to jednak zaniedbanie i trzeba by coś zmienić w tym kierunku. Pracownik muzeum uśmiechnął się znacząco. Spytałem przewodniczkę jak długo tu pracuje. „Od ponad dwóch dekad”, odparła.
- A czy zna Pani kaszubski? – dodałem.
- Nie, dlaczego Pan pyta? – odpowiedziała wyraźnie zdziwiona.
- No, bo to jednak muzeum literatury kaszubskiej. Czy znajomość kaszubskiego nie powinna być wymogiem do przyjęcia tu do pracy?
- Nie, przecież mieszkamy w Polsce i to polski jest językiem urzędowym w naszym kraju.
- Rozumiem, ale czy bez znajomości polszczyzny można by liczyć na przyjęcia do pracy jako przewodnik, na przykład w Muzeum Literatury Polskiej w Warszawie?
Przewodniczka nie odpowiedziała, tylko przeprosiła, tłumacząc, że czeka na nią kolejna grupa do oprowadzenia. Pracownik muzeum tylko jeszcze bardziej się uśmiechnął. Po taktycznym odwrocie przewodniczki podał mi rękę i przedstawił się jako specjalista do spraw kultury regionalnej i języka kaszubskiego w muzeum. Zaczęliśmy rozmawiać o kulturze kaszubskiej i językach mniejszościowych w Polsce i w Europie. Wspomniałem o najwybitniejszym kaszubskim pisarzu komunistycznej Polski, Janie Drzéżdżonie (Drzeżdżonie) (1937-1992), który tworzył w języku polskim i kaszubskim, a koniec życia zupełnie porzucił polszczyznę, a nawet rozważał pisanie po angielsku, żeby dotrzeć ze swą niezwykłą prozą do czytelnika światowego. Nie starczyło mu jednak czasu.

Okazało się, iż zapoznany przeze mnie pracownik muzeum to kolejny utalentowany Drzeżdżon. Róman Drzéżdżón to kaszëbsczi pòéta, felietónista ë satirik. Ùrodzył sã w 1972 rokù w Starzënie w pùcczim krézu. Wespółzakłôdôrz Kaszëbsczégò Kabaretu Fif ë kaszëbsczégò lëteracczégò karna Zéńdzenié Młodëch Ùtwórców Kaszëbsczich ZYMK. Je absolweńtą Gbùrsczégò Technikùm w Kłaninie. Dobiwca nôdgrodów kaszëbsczich lëteracczich ë òrtograficznëch kònkùrsów. W 2007 r. dostôł sztipendium m. Jizabelë Trojanowsczi dlô kaszëbsczégò gazétnika. Pisze i wydaje prawie wyłącznie po kaszubsku, np.: Czile slów (Gdiniô 2004), Dzëczé gãsë – Antalogijô kaszëbsczi pòezëji do 1990 rokù (Gdiniô 2004), Klëka albo kaszubskie ABC (Gdiniô 2008), albo Słowniczek polsko-kaszubski (Gdiniô 2007).

Kaszëbskô mòwa jeszcze trwa. Ale jak długo?
Dùn Dè / Dundee
Łżëkwiat / April 2016 r.


↑ Przejdź do góry strony