Kaszëbsczé Jestkù

„(…)Żebës sã w najich Kaszëbach rodzył,
nie tak bës tam béł, Jezulu głodzył.
Wszëtkò bë delë Cë, bësmë le mielë Ce,
z Józwą, z Panienką, Nôswiãtszą Nënką.(…)”
 
Nie bez kozery wybrałem ten fragment Kolędy Kaszubów z Pomorza Bałtyckiego odnotowanej po raz pierwszy przez wielkiego polskiego etnografa Zygmunta Glogera w wersji dwunastozwrotkowej w dziele Pieśni Ludu wydanej w Krakowie w 1892 roku.

W zwrotce tej pada zapewnienie, że gdyby się Jezulk na Kaszubach narodził, to na pewno nie zaznałby głodu. Każdy, kto pierwszy raz słyszy te słowa i dostaje informację, że pierwotne wersje kolędy pochodzą z XIX wieku, może się zdziwić zapewnieniem, bo przecież obszar Kaszub, a więc głownie obszar wiejski lub małomiasteczkowy, nie był regionem bogatym. Potwierdzają to nieliczne przekazy pisane, które wskazują na to, że ówczesna ludność żywiła się kartoflami, krëpami i produktami, które można było zebrać wokół gospodarstwa. W menu pojawiał się solony śledź, a mięso gościło na stołach od wielkiego dzwonu w zasadzie wiążąc się z zegarem biologicznym zwierząt i koniecznością wymiany pokoleń.

Analizując kolejne zwrotki kolędy, a więc kolejne karty tego swoistego menu, którym ówcześni Kaszubi chcieli powitać narodzonego Jezusa należałoby powiedzieć, że byłby to jadłospis marzeń. Autor słów kolędy przywołuje bowiem najlepsze dania, najbardziej charakterystyczne produkty, które pojawiały się na stołach wyjątkowo, nawet, gdy chodzi o gbùrów i były raczej charakterystyczne dla mieszkańców pałaców.

Nie jest moim celem analizowanie tekstu tej kolędy, a zwrócenie uwagi na to, że w jej treści pojawiają się dania, których byśmy się zupełnie nie spodziewali w każdej kaszubskiej chëczy. Dla przykładu niech będą to flaki z imbirem, albo tłusty rosół podany z kaszą jęczmienną. Propozycje nieco niespodziewane i przede wszystkim będące jakby poza kanonem tego, co uważamy za kuchnię kaszubską. Mimo to, są to propozycje zapisane na papierze, a więc jakiś dowód kultury kulinarnej regionu. Kultury postrzeganej bardzo szeroko. Buduje ją przecież nie ta kuchnia widziana przez okulary z Cepelii, ale również kuchnia pruska, kuchnia mieszczańska, kuchnia gdańska, kuchnia królewiecka. Jeden wielki tygiel z wrzącym daniem, które ogólnie nazwiemy Kaszëbsczé Jestkù. 

Choć jest to jeden wielki tygiel, to jest w nim wiele smaków. Smaków z Gochów, ale i z Nordy. Smaków z Gdańska, ale i z Borów. Każdy z nich ważny. Każdy z nich gra rolę w tej potrawie, którą jest kaszubskie jedzenie rozumiane jako całość. I o te smaki mi per saldo chodzi.

Boże Narodzenie to czas, w którym czekamy na coś nowego, na objawienie się tajemnicy, w którą wierzymy od lat. Czekamy też na niespodzianki, na prezenty. Ja proponuję, by jednym z tych prezentów, prezentów na przyszły rok była stała rubryka poświęcona kaszubskiej kulturze kulinarnej. Odszukajmy wspólnie nie tylko potrawy z Kolędy Kaszubów, ale i wiele, wiele innych. Wyjdźmy poza istniejące już książki o kaszubskiej kuchni. Zróbmy wspólnie wielką pracę zebrania nie tylko rzeczywistych nazw potraw, rzeczywistych receptur, ale może przede wszystkim spróbujmy stworzyć zeszyt z przepisami babci. Nie tymi wymyślonymi, ale rzeczywistymi kopiami zapisków naszych protoplastów. 
 
Będzie to wielkie dzieło, wielki hołd dla przodków. Gdyby pierwszą wersję, bo wierzę, że mogą powstać kolejne, udało się stworzyć na następne Boże Narodzenie i symbolicznie położyć naszym przodkom pod choinką, byłoby to wspaniałe dzieło.
 
 
Rafał Nowakowski

 


↑ Przejdź do góry strony