Dołącz do nas

Wspomóż nas

Polecane strony

Media o nas

Do pobrania

Kontakt



 


MAPA KASZUB


WSPÓŁPRACA


ROK 2017 NA KASZUBACH

EDUKACJA


KASZUBSKI FACEBOOK


POLECANE WYDAWNICTWA


KASZUBSKI DZWONEK





Aktualności

03.09.2013

Głos w dyskusji o statusie prawnym Kaszubów (7)

Zwłaszcza w internetowych komentarzach do artykułów, w których była mowa o postulacie Kaszëbsczi Jednotë dotyczącym uznania Kaszubów za mniejszość etniczną, często przewija się wątek finansowy. Zarzuca się nam, że wspomniany postulat wynika z chęci uzyskania korzyści finansowych. Warto więc tę sprawę wyjaśnić.

Przede wszystkim należy stwierdzić, że pieniądze są ważne, ale nie najważniejsze. Najważniejszym celem Kaszëbsczi Jednotë jest wzmocnienie ochrony i zapewnienie możliwości rozwoju całej wspólnocie kaszubskiej, niezależnie od wyborów narodowościowych jej poszczególnych członków. Cała bowiem wspólnota skorzysta na uzyskaniu statusu mniejszości etnicznej. Konstytucja, czyli najważniejszy akt prawny w państwie, gwarantuje to tylko mniejszościom narodowym i etnicznym. Podobnie sytuacja wygląda w prawie międzynarodowym.  

Określenie „społeczność posługująca się językiem regionalnym” nie figuruje we wspomnianych wcześniej dokumentach. Przyzwyczailiśmy się do tego, że to sformułowanie odnosi się tylko do Kaszubów. Ale gdyby ustawodawca chciał nas z nazwy wymienić, to by już dawno tak uczynił. Do „społeczności posługującej się językiem regionalnym” może przecież każdy należeć, kto tylko jest obywatelem polskim i posługuje się kaszubskim. Więc tę społeczność może tworzyć także Polak, Niemiec czy Wietnamczyk. Paradoksalnie, nie należy do niej jednak Kaszuba, który nie posługuje się językiem kaszubskim! Chociaż cieszy nas każdy nie-Kaszuba mówiący po kaszubsku, to tak szczęśliwie się składa, że zdecydowaną większość „społeczności posługującej się językiem regionalnym” stanowią Kaszubi. Co się jednak stanie, gdy Kaszubi przestaną posługiwać się językiem kaszubskim? Oby ta chwila nigdy nie nadeszła. Nikt z nas tego przecież nie chce, ale wykluczyć nie możemy i takiej sytuacji. Język kaszubski jest już teraz oficjalnie przez Organizację Narodów Zjednoczonych do Spraw Oświaty, Nauki i Kultury (UNESCO) uznany za zagrożony wymarciem, nawet jeśli uwzględnimy, że według danych statystycznych liczba użytkowników wzrosła dwukrotnie w ciągu ostatniej dekady (z 52 do 108 tys.). Należy jednak pamiętać, że w ostatnim spisie powszechnym 13,8 tys. osób podało, że jest to ich język ojczysty. Szkoda, że nie wiemy, jak to wygląda w poszczególnych kategoriach wiekowych. Z obserwacji naszej rzeczywistości wynika jednak, że są to głównie osoby w średnim lub starszym wieku. A to, niestety, nam dobrze nie wróży. Uwzględniając zaś stosunek osób używających języka kaszubskiego (108 tys.) do deklarujących przynależność do kaszubskiej wspólnoty etnicznej i narodowej (232,5 tys.) widzimy, że większa część Kaszubów nie posługuje się językiem kaszubskim. Do nich chcemy też trafić, a to jest możliwe tylko w języku polskim. Na takie działania trudno jednak uzyskać fundusze, bo tylko język kaszubski jest chroniony. Świetnie to ilustruje powiedzenie jednego z członków Kaszëbsczi Jednotë, że dzisiaj łatwiej dostać dotację na wydanie instrukcji obsługi pralki w języku kaszubskim niż na historię Kaszubów po polsku.

Kaszëbskô Jednota nie myśli i nie działa w perspektywie jednego tygodnia, miesiąca czy roku. Wybiega daleko w przyszłość, a już dziś szuka jak najlepszych rozwiązań dla całej wspólnoty kaszubskiej. Pieniądze mogą w tym pomóc, są jednak środkiem, a nie celem! Niewątpliwie, gdybyśmy uzyskali status mniejszości etnicznej, to znacząco powiększyłoby możliwości działania, a co za tym idzie dawałoby to szanse (ale tylko szanse) na pozyskanie większej sumy pieniędzy niż jest to dzisiaj. Beneficjentem jednak byłyby wszystkie środowiska kaszubskie, cała nasza wspólnota, a nie tylko Kaszëbskô Jednota. Ponadto musimy pamiętać, że – podobnie jak inni obywatele państwa polskiego – płacimy podatki. To z nich państwo finansuje różne sfery aktywności swych obywateli, m.in. stowarzyszenia. Dlaczego więc Kaszubi mieliby być wyłączeni z tego procesu? 
 
W sprawach finansowych łatwo otrzeć się o demagogię. Niestety, nie uniknął jej Łukasz Grzędzicki, prezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Jego zdaniem „Kaszubi nie potrzebują przywilejów, czy specjalnego statusu w naszym państwie.”

(zob. http://expresskaszubski.pl/aktualnosci/2012/01/kaszubi-powinni-byc-mniejszoscia-narodowa)

Jeśli już chcemy używać określeń „przywilej” i „specjalny status”, to można by wręcz powiedzieć, że zakwalifikowanie kaszubskiego jako „jedynego w Polsce języka regionalnego” (a zdaje się, że obecny prezes ZKP dosyć często używa tego określenia) jest właśnie jakimś „specjalnym statusem”. Tu Zrzeszenie broni tego statusu. Po drugie, trzeba przyznać, że mniejszości oraz „społeczność posługująca się językiem regionalnym” korzystają z „przywilejów”, które są wymienione w ustawie. Korzystają z nich także ZKP i Instytut Kaszubski. I dobrze, że korzystają, bo inaczej nie dałoby się zrealizować bardzo wielu ważnych przedsięwzięć. Kto chce znać dokładne liczby może to sprawdzić przeglądając dostępne w Internecie sprawozdania finansowe organizacji oraz wykazy Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji. Dotowane jest najważniejsze obecnie pismo kaszubskie – „Pomerania” (organ ZKP), z czego i ja od czasu do czasu odnoszę finansowe korzyści Czy tych „przywilejów” wyrzeka się prezes Łukasz Grzędzicki? Jeśli tego naprawdę chciałby, to chyba skazałby swoją organizację na upadek!

Wsparcie ze strony państwa otrzymują także i inne organizacje. Nawet Kaszëbsczi Jednoce udało się raz uzyskać dotację w wysokości 16 tys. złotych (na organizację przeglądu kaszubskojęzycznych teatrów ulicznych WEKWIZER). Warto jeszcze wspomnieć o dofinansowaniu nauczania języka kaszubskiego, o specjalnych możliwościach nauczania go w szkolnictwie wyższym czy choćby o kaszubskich nazwach miejscowości. Czy z tego prezes ZKP też chciałby zrezygnować?

Nikt z członków Kaszëbsczi Jednotë nie otrzymuje wynagrodzenia za swą pracę w ramach stowarzyszenia. Wszyscy pracujemy społecznie. Oczywiście, gdybyśmy mogli uzyskać pieniądze na naszą działalność, na zatrudnienie choćby jednej osoby, wyszłoby to z korzyścią nie tylko dla nas, ale i całego ruchu kaszubskiego. Każdy z nas poświęca tyle czasu na działalność na niwie kaszubskiej, ile go zostaje po zakończeniu tej pracy, z której czerpie dochody. Oczywiście, chcielibyśmy jeszcze więcej i lepiej pracować dla Kaszubów. Jednocześnie należy stwierdzić, że praca na niwie kaszubskiej niczym się nie różni od innej pracy. A u nas jest tak, że często jeszcze dokładamy własne środki finansowe w to, co robimy społecznie. Nie narzekamy jednak na naszą sytuację, ale tylko o tym informujemy. Dajemy radę, bo łączy nas idea, a nie pieniądze! (Cdn.)
 
Dariusz Szymikowski